Pracownia Otwierania Kultury Menu

Biografia Pani Mody | Karolina Sulej

10 sierpnia 2020
Pracownię Otwierania Kultury
prowadzi Centrum Cyfrowe

Tapety w jednorożce z XV wieku, secesyjne roślinne grafiki i ręcznie kolorowane zdjęcia kwiatów z końca XIX wieku, fotografie kobiet w fabrykach w czasie I wojny światowej, folkowe stroje niemieckie początków XX wieku, futurystyczne grafiki ubrań, które wyobrażali sobie moderniści, ryciny strojów łyżwiarzy z początków XIX wieku.

A to tylko kilka kolekcji, z których można – legalnie i bez opłat – korzystać poprzez stronę „The Public Domain Review” – jest tym, na co wskazuje jej nazwa – przeglądem obrazów, które w domenie publicznej są najbardziej intrygujące czy inspirujące. Każdy z nich może stać się kanwą nowej kolekcji ubrań. Moda bowiem żywi się przeszłością – obraca to, co już było i rodzi to w nowej formie. Wyświechtane powiedzenie „moda zawsze wraca” jest prawdziwe, bo historia mody to palimpsest. Jedne tendencje nakładają się na inne, wykrzywiają się nawzajem, pożyczają od siebie, mieszają porządki. Jednorożec wyląduje na łyżwiarskiej sukience, której kołnierz będzie folklorystyczny, ale rękawy jak z robotniczego kombinezonu.

“Future Dictates of Fashion”, W. Cade Gall, “The Strand” magazine, 1893, domena publiczna

Projektanci, zanim zabiorą się do projektowania stroju, najpierw przyglądają się materii rzeczywistości i spędzają godziny w archiwach – tak pracował Alexander McQueen, tak pracuje Dries Van Noten czy Alessandro Michele z domu mody Gucci. I tak też właśnie, żeby zrozumieć modę, powinien myśleć jej odbiorca. Tropić jej pochodzenie, odczytywać cytaty.

Historia mody jest zasobem – tekstylnym, intelektualnym, biograficznym. Można czerpać z różnych regionów mody, zmieniać jej ton czy rejestr – przecież Vetements, czyli dzisiejesze awangardowe pret a porter, to wczorajsze stroje z bazaru czasów transformacji ustrojowej w bloku wschodnim.

Wybiegi od zawsze zapełniają kreacje eksploatujące historię. Punk rocka nie byłoby bez francuskich Incroyables, hipisów bez edwardiańskich marynarek, a tak modnych w lecie pasiastych koszul bez opracowania kodu pasków bieliźnianych na początku XX wieku, o czym pisał w „Diabelskiej materii. Historia pasków i tkanin w paski” Michel Pastoureau. Bez zaczerpnięcia z domeny publicznej nie powstałyby takie kolekcje jak ta marki Rodarte z 2012 roku – zainspirowana Van Goghiem, czy pełna warholowych portertów kolekcja Diora z 2013 roku.

Żeby rozwijać modową elokwencję najlepiej więc wcale nie zerkać do współczesnych magazynów modowych, ale szukać w przeszłości, przyglądać się, jak ludzie myśleli i dlaczego, analizować ich potrzeby, definicje piękna. Nie trzeba iść do zakurzonej biblioteki – wystarczy otworzyć wyszukiwarkę internetową, żeby znaleźć legalne, dostępne inspiracje. Szczególnie dziś, w czasie popularności wszelkiego rodzaju odzieżowego vintage’u, to najlepsze studnie, w których można podejrzeć nie tylko historię mody i jej rezerwuar, ale także podpatrzeć zupełnie praktyczne podpowiedzi do codziennych dylematów w rodzaju „co ja na siebie włożę”. To też zachowanie odpowiedzialne. Dziś, w dobie nadprodukcji i „szybkiej mody”, zamiast gonić za nowościami, lepiej przyglądać się, skąd przyszliśmy i pracować na tym, co już mamy.

Do czerpania wiedzy wystarczą nawet polskie studnie – najlepszą z nich jest niewątpliwie Polona, czyli zdigitalizowany zasób Biblioteki Narodowej. Jej zbiory modowe prawdziwy skarbiec: są grafiki, pocztówki, czasopisma, książki, katalogi handlowe, druki ulotne, reklamy, sesje zdjęciowe.

Szczególnie polecam zajrzenie do XIX-cznego poradnika „Nowe zwierciadło modzie dzisiejszego stroju akomodowane damom polskim, które się modno noszą”, do katalogu wystawy „Pani Moda i biżuteria : wydanie wystawowe poświęcone wytwórczości jubilersko-złotniczej i zegarmistrzowskiej” z 1929 roku, zanurzenie się w kolejne numery „Przeglądu Mody” z lat 30., „Tygodnika Mód” z końca XIX wieku, poczytania „Nowych mód”, „Modnego krawca”, „Dziennika Mód Paryskich”. W każdym z tych czasopism i każdej z książek można prześledzić nie tylko kroje i sylwetki, ale całą kulturę mody danego czasu – są teksty, opowiadania, poezja, ogłoszenia, wywiady z ikonami mody, porady dotyczące savoir vivre. Same czcionki i grafika to już uczta dla oka. Nie mówiąc o tym, jak można wzbogacić swój język nazywania elementów stroju. Bo kto dziś tak naprawdę wie, co znaczą piękne słowa takie jak baskinka, mufka, poszetka, reglan?

Jak mawia Miuccia Prada, moda to najszybciej reagujący język. To ona determinuje, jak czyta cię świat, szczególnie dziś, w epoce szybkich kontaktów. Na szczęście, najlepsze słowniki tego języka są zaś legalne, darmowe i na wyciągnięcie ręki. Moda w Polsce to obszerna dziedzina do głębokiej analizy, część kultury, która ma swoją tożsamość, ciągłość, a nie jest tylko – jak może się wydawać – najbardziej kolorowym działem trendów „kobiecego pisemka”. Nie możemy już dłużej pozwalać sobie na analfabetyzm.

*Obrazek wyróżniający – Przegląd Mody. R.9, nr 7 (1931), Polona, domena publiczna


Karolina Sulej – dziennikarka związana m.in. z Vogue Polska i Wysokimi Obcasami.


#BezSpiny

Tekst ukazał się w ramach kampanii #BezSpiny 👾 – chcemy Wam pokazać, że w Internecie znajdziecie niesamowite i całkiem darmowe materiały: książki, filmy, obrazy i zdjęcia. Bez spiny, moi drodzy – to wszystko legalne. Domena publiczna i licencje Creative Commons brzmią tajemniczo, ale wszystko Wam wytłumaczymy – prosto i zwięźle. Musicie tylko wejść na stronę: otwartakultura.org/bez-spiny

Pracownię Otwierania Kultury
prowadzi Centrum Cyfrowe